Wydarzenia

CGW'17

Sprostowanie informacji opublikowanej w Computerworld

Szanowny Pan Wojciech Raducha
Redaktor Naczelny Czasopisma Computerworld
04-204 Warszawa, ul. Jordanowska 12, skr. Poczt. 73

 Wielce Szanowny Panie Redaktorze,

w ostatnim numerze czasopisma Computerworld (numer 27/583 z dnia 8 lipca 2003 roku, str. 36) opublikowany został artykuł "(Nie) każdy umie nieść kaganek oświaty" w którym dwukrotnie wymieniono moje nazwisko. Ponieważ kontekst tych informacji stawia mnie w niekorzystnym świetle, a fakty przywołane w tym artykule są niekompletne, uprzejmie proszę - zgodnie z prawem prasowym - o łaskawe zamieszczenie na łamach Państwa Pisma mojego niżej podanego wyjaśnienia.

AGH jako Uczelnia oraz ja osobiście jako jej rektor uważaliśmy od początku koncepcję Polskiej Biblioteki Internetowej (PBI) za trafną i godną poparcia. Nadal zresztą uważam, że potrzebne jest miejsce w Internecie, w którym prezentowane będą dzieła polskiej kultury (włączając w to także dzieła naukowe, które bezspornie są także cząstką kultury), gdyż dzięki temu do polskiego dziedzictwa duchowego będzie mieć dostęp naprawdę każdy - i spragniony polskości Polonus w Australii, i zainteresowany naszym krajem Latynos nad Amazonką i nie mające dostępu do dobrej biblioteki dzieci w Bieszczadach. Chcieliśmy więc w AGH pomóc w stworzeniu tej Biblioteki i dlatego udostępniliśmy na potrzeby PBI nieodpłatnie cały potrzebny sprzęt (PBI przez cały czas swego istnienia ulokowana była na serwerze będącym własnością AGH, chroniona była przez wypożyczone przez nas firewall, nawet koszty energii, pomieszczeń i amortyzacji pokrywała w całości moja Uczelnia). Co więcej przekazaliśmy także nieodpłatnie jako "wstępny wsad" do PBI zasoby książek które wcześniej elektronicznie przetworzyliśmy i udostępnialiśmy od kilku lat w Internecie. Podobnie postąpił Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Gdański. Podkreślam jeszcze raz z naciskiem: nikt nam nigdy za to wszystko ani grosza nie zapłacił, więc robiliśmy to wszystko w przekonaniu, że jest to zgodne z misją uczelni, polegającą na udostępnianiu wiedzy wszystkim, którzy jej potrzebują.

Współpraca między AGH i twórcami Biblioteki Internetowej po wstępnym okresie entuzjazmu (trwającym mniej więcej dwa tygodnie) cały czas układała się bardzo źle. Wielokrotnie sam albo wspólnie z rektorem UJ i Dyrektorem Biblioteki Jagiellońskiej słałem do Ministerstwa Nauki i Informatyzacji (MNI) memoriały i propozycje, wskazując na wady przyjętego sposobu gromadzenia i udostępniania zbiorów PBI, a także proponując naszą pomoc, wynikającą z faktu, że na AGH od lat mamy działający system udostępniania pełnotekstowych wersji co bardziej poszukiwanych skryptów i książek zintegrowany z system VTLS obsługującym katalogi naszej Biblioteki. Na temat sposobu traktowania naszych sugestii przez urzędników MNI mógłbym napisać długi i bardzo gorzki tekst, ale w tym momencie ważny jest tylko jeden element: nigdy i w żadnym zakresie nie pozwolono nam uczestniczyć w procesie budowy PBI. Wszystko robiły zawsze wyłącznie prywatne firmy, natomiast żadna Uczelnia nie została nigdy dopuszczona do jakichkolwiek działań związanych z tworzeniem PBI (poza tym, że wzięto nasze cyfrowo przetworzone książki oraz używano naszego sprzętu). Nie mieliśmy więc żadnego wpływu na pojawienie się tych wszystkich mankamentów PBI (zwłaszcza w obszarze wyszukiwania i dostępu do jej zasobów), słusznie wypunktowanych w cytowanym artykule CW. Oferowana przez nas wiedza była przez MNI systematycznie i pogardliwie odrzucana. Po wielu bardzo frustrujących doświadczeniach postanowiłem zakończyć tę "współpracę" i w dniu 18 lipca 2003 roku złożyłem osobiście Ministrowi Nauki i Informatyzacji szczegółowy raport w tej sprawie a także deklarację, że AGH definitywnie wycofuje się z PBI.

Przedstawiona wyżej informacja wyjaśnia także - mam nadzieję - wykpiwany w artykule fakt, że w zasobach PBI pojawiły się między innymi moje książki: otóż stanowiły one część zasobu udostępnionego nieodpłatnie przez AGH w momencie tworzenia PBI. Z kolei ich umieszczenie w Internecie w AGH nie miało na celu zaspokojenia mojej próżności, gdyż włączając je do cyfrowo udostępnianych zasobów naszej Biblioteki (a potem pozwalając na ich przeniesienie do PBI) miałem dwa cele: Po pierwsze są to książki które bezspornie są użyteczne dla studentów naszej (i nie tylko naszej) Uczelni. Po drugie chodziło mi o to, żeby zachęcić innych Autorów do tego, by także zechcieli dobrowolnie zrzec się swoich praw autorskich (taki jest warunek nieodpłatnego prezentowania książki w Internecie) i udostępnić swoje dzieła wirtualnie. Poleciłem kilka lat temu umieścić w Sieci właśnie moje poszukiwane przez studentów podręczniki gdyż inicjując od lat w mojej uczelni wiele inicjatyw mających na celu wykorzystanie Internetu jako bezpłatnego narzędzia edukacyjnego zawsze wyznawałem zasadę, że zamiast poganiać ludzi w jakimś kierunku należy samemu się tam udać i sprawić, by inni podążali za mną. Robię tak do dziś.

Nie jest moją winą, że moje książki znalazły się w PBI zamiast lektur dla szkolnej młodzieży. Przypominam jednak, że w zamierzeniach Biblioteka Internetowa miała służyć zarówno młodzieży szkolnej, jak i studentom, nie widzę więc nic złego w tym, że są w niej między innymi książki naukowe lub oryginały starodruków - szkoda natomiast, że nie ma w niej szerszego zasobu książek właśnie przeznaczonych dla dzieci i młodzieży. Na to jednak Uczelnie, całkowicie zignorowane i ubezwłasnowolnione przez twórców PBI, nie miały wpływu.

I na koniec refleksja osobistej natury: Od ponad ćwierć wieku trudnię się nauczaniem informatyki a także popularyzuję na różne sposoby wiedzę informatyczną. Wśród czytelników Computerworld jest wielu moich uczniów i wychowanków. W tej sytuacji umieszczanie mojego nazwiska w tak dwuznacznym kontekście, jak w artykule zatytułowanym "(Nie) każdy umie nieść kaganek oświaty" uważam - oględnie to wyrażając - za mało eleganckie, zwłaszcza w świetle faktów, które przedstawiłem wyżej.

Łączę wyrazy szacunku
Prof. dr hab. inż. Ryszard Tadeusiewicz
Rektor AGH, członek PAN i PAU

21 lipca 2003