Jan Trąbka
Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego

Człowiek wobec naturalnej pustki

Pustka naturalna obejmuje wszystkie odmiany pustki, począwszy od pustki immanentnej, transpersonalnej, duchowej, a skończywszy na pustce fizycznej, bez której nie byłby w stanie funkcjonować chaos wszechświata. Oczywiście chodzi tu o wszechświat, którego mechanizm zegarowy nie został nakręcony przez A. Eddingtona i J. Jeansa, ale o chaos deterministyczny z samoistnymi źródłami napędu energetycznego oraz pustkę będącą integralnym składnikiem rzeczywistości.

Gdyby świadomość człowieka była demiurgiem oraz głównym ogranicznikiem i warunkiem struktury wszechświata, jak postuluje wymyślona przez filozofów zasada antropoiczna [1, 2], to ludzie zauważyliby wcześniej i w pierwszym rzędzie przerażającą i bezkresną pustkę (apeiron), a dopiero na samym końcu procesu poznawczego dopatrzyliby się - o ile w ogóle byłoby to możliwe - kosmicznego pyłku, czyli Ziemi, po której kroczą. Oprócz tego, jak ze zdrowo-rozsądkowego punktu widzenia wytłumaczyć fakt, że pustka bezgranicznej przestrzeni międzygalaktycznej, praktycznie próżnia, czyli Wielkie Nic, mogłaby determinować kształt i postać urządzeń chaosmicznego wszechświata? Najpierw była - dająca wiele do myślenia - pustka, która stopniowo dzięki Wielkiemu Wybuchowi [3] lub jak kto woli - Wielkiemu Skurczowi [4] zaczęła się wypełniać lub opróżniać z substancji chaosmicznej. Przyświecająca rozumowi Leibnizowska hipoteza sugeruje, że błąkamy się myślą gdzieś wokół bieguna rzeczy nieskończenie wielkich, niemożliwych do określenia. Jakkolwiek wyglądałby scenariusz początku chaosmosu, zasada antropoiczna, nawet w dobie współczesnej, staje się słowną próżnią, ale nie pustką.

Również z bezgraniczną pustką jesteśmy konfrontowani, gdy ze swoją zagubioną wyobraźnią przepędzaną intelektualnym wichrem, zwracamy się w kierunku mikrochaosmosu, czyli w świat kwarków, najmniejszych substancjalnych cząsteczek. Tu znowu, idąc śladem Leibniza ustanawiamy abstrakcyjny kres rzeczy nieskończenie małych. Rozważania można by podsumować mądrością Koheleta vanitas vanitatum et omnia vanitas (pustka nad pustkami i wszystko pustka).

To pesymistyczne, odnoszące się raczej do sfery moralno-abstrakcyjnej twierdzenie z biegiem lat nabrało rzeczywistego, fizycznego ciężaru i stało się uciążliwym, dojmującym brzemieniem. W podsumowaniu podkreślić należy, że zarówno makrokosmos, jak i mikrokosmos to prawie wyłącznie pustka z procentowo nieznaczną domieszką rozproszonej substancji. Od G. Satayany, racjonalisty i neutralnego realisty, podobnego w poglądach do swego kolegi po fachu B. Russella, rozpoczęła się filozofia luk i braków, które należy nie tylko tolerować, ale uznawać ich integralność z całym kontekstem [5]. Według H. Putnama [6] lakuny w argumentacji ułatwiają ich zrozumienie. Nieciągłość, przerwy, mieszczą się w naturze wyliczania, o czym dowodnie przekonywują nie dające się integrować struktury fraktalowe. Wielu filozofów bowiem doszło do przekonania, że luki, przerwy i cezury są integralnym i niezbywalnym składnikiem rzeczywistości. Właśnie ich metafizykę stanowi pustka. W umysłowości zachodnioeuropejskiej, zakutej w okowy filozofii, pustka nie pozostawiła żadnych śladów i znikła jako ważna kategoria oraz faktyczne tło obrazu świata. Mądrość Dalekiego Wschodu nie była tak ślepa na pustkę. Przeciwnie, jedna z Dziewięciu Dharm - świętych ksiąg w Mahajanie - zawiera osiem tysięcy strofek wykładających doktrynę o pustce. Śunjata - Pustość, to podstawa buddyzmu, a samadhi to skupienie, czyli droga do uzyskania pustki poprzez kontemplację, czyli przez opróżnienie z wszelkich obiektów i procesów psychicznych świadomości zagraconej i natrętnej. Współczesny psycholog transpersonalny A. Maslow podobne opustoszenie psychiki słusznie nazywa szczytowym doświadczeniem - peak experience [7]. Dlatego obecnie staramy się odtworzyć to, co straciliśmy przez zaniedbanie lub pozorne usunięcie pustki ze słownictwa i z życia. Z pustką na nowo, powoli oswajamy się przez akceptację rzeczywistości ukrytej, będącej egzystencyjną pustką, ale nie nicością w sensie ontologicznego bytu esencyjnego.

Pustka to przecież nie synonim fizycznej próżni Torricelliego. Niestety, ze względu na esencjonalny charakter nie można jej zdefiniować. Także jej rozliczne imiona - nazwy zastępcze nie wywołują jednoznacznych skojarzeń, rozmiękczając grunt lingwistyczno-pojęciowy. Semantycznie blisko stojąca pustynia, czy pustkowie nie ogranicza, ani nie limituje bezkresu horyzontu. Niemniej pełne treści pojęcie pustki byłoby nieuchwytne i niewyobrażalne, gdyby nie istniało coś, co formalizuje granice owego pustostanu, coś, co może służyć jako odniesienie, jako warunki brzegowe lub warunki początkowe w teorii chaosu. Równie trudno wyobrazić sobie ocean, gdyby go nie brać iunctim, z linią brzegową lądu. Trudno kontemplować obraz bez brzegów czy ram i po wyekstrahowaniu pierwszoplanowych obiektów.

Pustka to brzemienna w treści, przebogata nicość, próżność pełna smutku i pesymizmu, vanitas Koheleta. Gdyby nie podświadoma manipulacja lingwistyczna, zacierająca w miarę pragmatycznego rozwoju języka sens, to mielibyśmy nie nicość, ale nie-coś, co już legitymuje się egzystencyjnym istnieniem. Istnieje coś, co zapełnia pustkę egzystencyjnymi rzeczami tak, jak pokój meblami, obok czegoś, z czego ledwie zdajemy sobie sprawę, a od czego wieje pustką, jak samotność, cierpienie. Dla odróżnienia tego czegoś konkretnego, faktualnego, od tego czegoś z galerii pustki, wprowadzamy nie-coś przefasowane przez fonetyczne presje w nicość. Istna bomba lingwistyczna z opóźnionym zapłonem nie. Ile potężnych wybuchów wstrząsnęło ziemskim globem z powodu tego niewłaściwego posadowienia nie. Łatwo powiedzieć nie, ale co to oznacza w sensie pozytywnym? Z tego nie bardzo zdawał sobie sprawę autor metody falsyfikacji K. R. Popper [4]. To może nie metoda, ale trik, chytra sztuczka, dostawić nie i mieć wszystko z głowy. Na przykład: egzystencyjna zawodność (z którą borykać się będziemy aż po grób) i esencyjna nie-zawodność (której w warunkach ziemskich nie osiągniemy nigdy). Niezawodność i zawodność nie da się położyć na szalkach jednej wagi, nawet po zbalansowaniu zawodności dodatkowym ciężarkiem nie. Nie mała rzecz, ale nie cieszy.

Creatio ex nihilo - czyli powoływanie bytu z nie-bytu, to nie to samo, ale odwrotność falsyfikacji, czyli unicestwienia lub zmian kategorii. Procedura Poppera stwarza iluzję próżni, po której następuje wydobywanie gołębia spod kapelusza, jak w cyrku przez magika. Pustka natomiast to cenny kawałek rzeczywistości wypełnionej luką, pauzą, czy przerwą, znaczącym westchnieniem lub pełnym wyrazu i znaczenia ziewaniem. (Domyślam się marsowej, pełnej zgorszenia miny pedagogów).

Do wyższej świadomości, a raczej autognozy (wiedzy o sobie samym bez oglądania się na potomność) dochodzi się raczej przypadkowo. Z mózgu nie można wyciskać oleju, jak wody z gąbki. Obmyślanie okładki po napisaniu książki staje się - sui generis - obrachunkiem sumienia. Ilustracja na okładce powinna być w pewnym sensie kwintensencją tego, co mieści wnętrze książki. Pamiętam ile wysiłku włożyłem w pomysł okładki mojej książki Natura objawia swą moc. Gnoza współczesna wydanej w 1993 roku [9]. Trafiłem dobrze. Proszę sprawdzić, obraz przedstawia dosłownie i literalnie pustkę - nicość lub wszystko i nic. Moja gnoza z okładki ma postać prawie bezpostaciową, ni to chmury, ni to ocean. Projektujący moją okładkę artysta grafik musiał rozpuścić wodze fantazji, aby stworzyć jakiś alegoryczny obraz chaosu, wypełnionego szczelnie niczym - pustką.

Pustka - może to zabrzmieć paradoksalnie - stanowi w dosłownym znaczeniu metafizykę istnienia, czyli esencyjny grunt dla wszystkiego, co istnieje. W powyższym kontekście odwołam się jeszcze raz do niezwykle ciekawej mentalności G. Satayany, którego ośmieliłbym się nazwać poetą a raczej apostołem pustki. Na osobliwość sylwetki psychicznej tego filozofa składa się wiele sprzecznych z sobą cech. (Aby przybliżyć ową postać można posłużyć się porównaniem do niezwykle popularnego i znanego z piekielnej ekscentryczności B. Russella). Zastanawia fakt, jak G. Satayana po szczeblach filozoficznych zasad antropoicznych [10] zszedł w dół tak nisko, że aż znalazł się w platońskim królestwie wiecznych nie idei, ale esencji, tzn. w świecie niekonkretnym, lecz możliwym do istnienia. Tego przejścia nikt nie ośmieliłby się wykonać. Byłaby to transcendencja w odwrotnym kierunku na przekór poglądom E. Kanta, który uznawał, że tylko idee mogą transcendować (przekoziołkowywać) treści przeniesione do mózgu przez aferentację zmysłową. Pustka to także rzeczywistość, ale wypełniona po brzegi możliwościami. Esencje nie zrealizowane, ale nadal możliwe, czyli pustka stanowiąca królestwo ducha. U podstaw przekonań tego filozofa legł instynkt zwierzęcej wiary. Dzięki G. Satayanie - praeter expectationem - wylądowaliśmy nie w chmurach abstrakcji, ale na łonie natury, wsparci ewolucjonizmem zwierzęcym. I nie błąkamy się po przestworzach obdarzeni nieziemską super świadomością, która w sposób antropoiczny (czytaj: dość absurdalny) usiłuje stwarzać świat narzucając mu swoje ograniczenia i warunki rozwoju.

Pustka nie jedno imię przybiera. Pustka, która dzwoni w uszach, przy próbach substancjalizacji może przecież stać się chaosem lub eterem. Obecnie zresztą potrzeba restauracji obydwóch idei aktualizuje się znów. Chaos jako substancja bezpostaciowa, ale mająca wewnętrzną, immanentną strukturę stabilizacji - według wczesnej tradycji greckiej - regulowała kolejność występowania żywotów na fenomenologicznej arenie kosmosu. Eter z większym trudem zdobywa sobie obywatelstwo wśród realiów świata, szukając przytułku z niezbyt wielkim powodzeniem w świadomości, jako eter psychiczny lub światło życia.

Dość obszernie przedstawia się antologia pustki po próbach jej konkretyzacji i przybraniu własności fenomenologicznych jak np. dziura w moście lub czarna dziura w kosmosie, niedomknięcia lub otwarcie zbioru, nie wyłączając zbiorów pustych, których nie trzeba otwierać, ani zamykać; przerywanie pętli sprzężenia zwrotnego w systemie regulacyjnym, dyskretyzacja funkcji ciągłej, poddanej siekaniu (chopping), kwantyzacji i perforowaniu linii Cantora; atraktory sitowe (attractor riddling), które w sposób wybiórczy wywierają przyciąganie tylko na niektóre cząsteczki otoczenia; tunelowanie solitonowe, itp. Cienie według R. Penrose także pachną pustką [11].

Prądem elektrycznym nazywamy masowy przepływ w przewodnikach elementarnych cząsteczek obdarzonych ładunkiem ujemnym. Odkryto również prąd dziurowy, czyli strumień pustych (sic!) miejsc po elektronach, czyli dziur. Nie wiadomo tylko, czy prądem dziurowym, czyli pustką można napędzać tramwaj.

Emanacją pustki byłby także spoczynek, bezruch. W słynnych paradoksach eleatów ruch składa się z bezruchu. Jako oczywistą obserwację kliniczną przyjmowaliśmy, że położenie to znaczy bezruch lub ruch zerowy w czasie. A ruch definiowaliśmy jako zmianę położenia obiektu związaną z upływem czasu. Parametry przestrzeni (położenia) były traktowane wymiennie z metryką czasu. Neurofizjologia podobnoć dostarczyła dowodu na to: częstotliwościowa, czyli czasowa charakterystyka bodźca słuchowego odtworzona była na błonie podstawowej ślimaka jako wzorzec przestrzenny pobudzeń [12]. Na dalszych odcinkach drogi słuchowej analizatora transakcje - transformacje - transgresje przebiegały w odwrotnym kierunku [10]. Tego typu tajemnicze operacje byłyby poprawne i pożyteczne, ale nie zgadzały się z intuicją Zenona z Elei, który wzbraniał się od opisywania ruchu, bezruchem, czyli położeniem zerowym konstelacji pobudzeń. Położenie wynika ze sposobu zagospodarowania przestrzeni badanego przez geometrię, topologię lub fraktale, a ruch to domena zmonopolizowana przez czas, a więc dziedzinami metodologicznie i merytorycznie odmiennymi, jakkolwiek gnozyjnie zjednoczonymi. Anaksagorasowi jako pierwszemu wydawało się, że rozszczepienie natury na przestrzeń i czas, to prawomocna operacja. A w gruncie rzeczy tu tkwi źródło komplikacji, które trapią człowieka po dziś dzień.

Wydawałoby się, że nie ma prostszej rzeczy, jak generowanie pustki: bierze się tasak do ręki i ciupie się funkcję ciągłą, aby zjawiła się pustka. I to pustka ważniejsza i ciekawsza, niż cała pozostała fragmentacja. Każdy odcinek nitki genowej kończy się aktywną częścią - enzymem telomerazą, która w ramach programacji genetycznej decyduje o podziałach. Można tu jedynie zastanawiać się czy warunki brzegowe należą do pustki. Czy brzegi ograniczające koryto są przypisane do wody w rzece, czy do otoczenia? Natomiast nie ulega żadnej wątpliwości, że gdyby nie pustka - przerwa, to ogniwa łańcucha genowego z telomerazą nie miałyby szans podjęcia dalszych przemian.

Są wreszcie luki żenujące, ponieważ pomimo ogromnej wiedzy i dobrych chęci nie jesteśmy w stanie ich wypełnić, np. luki eksplikacyjne między subiektywnym światem wewnętrznym znanym ze ściśle prywatnych przeżyć, a obiektywnym światem zewnętrznym. Luka owa powstaje z rozepchania na boki pustki. Można jednak żywić nadzieję, że żenada ustąpi miejsca gnozie deliberującej nad uczasowieniem (timing) doświadczeń wewnętrznych i ewentualnym ich przysposobieniem do przybrania własności fenomenologicznych.

Na zakończenie chciałbym wzmiankować o jeszcze jednej szczególnej, bo błogosławionej pustce: o niewiedzy. Jako zwolennik gnozy, czyli wiedzy modlę się jednak do niewiedzy - pustki, z której wyłoniłby się lepszy świat. Ale musiałby zastać na ziemi miejsce nie zajęte, puste. Mówienie o niewiedzy wśród uczeńców, to niebezpieczna inicjatywa. Za wzmiankę o ignorantio docta groził mi wyrok sądowy na mojej uczelni A.D. 1991, ale wziąłem regularnego adwokata, który pouczył pospólstwo o Śunjacie - buddyjskiej pustce, będącej jednorodną pleromą, a nie ontologicznym nihilizmem, o Awidji (ignorancji pierwotnej) i Samsarze (niewiedzy odwiecznej). Ja w międzyczasie, jak toczył się proces o obrazę przemądrzałego majestatu słałem w ślad za Mikołajem z Kuzy i Janem Szkotem Erugieną do niebios westchnienia i akty strzeliste do głupoty naturalnej, szczęśliwej a słodkiej, według ich sposobów degustacji.

Przypisy

  1. Trąbka J. - Zasada antropoiczna w ujęciu gnozy współczesnej, w: Człowiek wobec świata pod red. Z. Hulla, W. Tulibackiego, Wyd. ART, Olsztyn, 1996, 32-40
  2. Zabierowski M. - Człowiek i środowisko - metateoria ostatecznej zasady antropicznej Tiplera. Ibidem, 41-59.
  3. Gamow G. A. - Mister Tompkins w krainie czarów. PWN, Warszawa, 1960.
  4. Hawking S. W. - Krótka historia czasu. Wyd. Alfa, Warszawa, 1990.
  5. Satayana G. - cyt. za W. Tatarkiewiczem. Historia Filozofii. PWN, Warszawa, 1970.
  6. Putnam H. - cyt. z MacGee B. - Men of ideas. BBC, London, 1978.
  7. Maslow A. H. - W stronę psychologii istnienia. PAX, Warszawa, 1986.
  8. Popper K. R. - Unended quest. An intellectual autobiography. Fontana Colling, 1982.
  9. Trąbka J. - Natura objawia swą moc. Współczesna gnoza. Wyd. Dream, Kraków, 1993.
  10. Barrow J. D., Tipler F. J. - The anthropic cosmological principle. Oxford, Clarendon Press, 1986, 22.
  11. Penrose R. - Shadows of the mind. An approach to the missing science of consciousness. Oxford Univ. Press, Oxford, 1994.
  12. Bekesy G. von - Sensory inhibition. Princeton Univ. Press 1967, 135-164.

Uwagi

Artykuł został opublikowany w: Człowiek i pustka. Problemy wakuumologii. OSW, Olsztyn, 2000, 101-105.
Powrót do strony Jana Trąbki